Śmierć czycha na dnie Bałtyku. Przerażające fakty

Prezent na każdą okazję | Dodaj ogłoszenie za darmo

Temat bardzo ważny dla turystów i mieszkańców wybrzeża

Mowa o pozostawionych w czasie II wojny światowej beczkach z bronią chemiczną. Wyliczono, że jest tego około 50 tyś. ton! Jak to się stało, że tak śmiercionośne ładunki leżą w rozszczelniających się beczkach na dnie Bałtyku?
Rosjanie, Niemcy i Amerykanie uznali, że wywożenie i utylizacja byłaby o wiele bardziej kosztowna. Czyszcząc niemieckie magazyny broni chemicznej wywozili beczki i topili w morzu. Minęło 70 lat. Okazuje się, że owe beczki zaczynają się psuć. Chemiczne substancje wypływają i już są sygnały od rybaków o poparzeniach gazem musztardowym, również od plażowiczów. Co nam grozi? Co grozi turystom. Prawda jest porażająca. Wystarczy, że dziecko włoży do buzi zielony kamyczek i… Umrze! Kołobrzeg jest najbardziej narażony na taki scenariusz.
Beczki zalegają na głębokości od 100 do 10 metrów. Jest w nich gaz duszący – z cyklonem B, iperyt czyli gaz musztardowy, sarin (znanym z ataków w Tokijskim metrze), luizyt, adamsyt i substancje duszącej, paraliżujące albo parzące.
W czasie budowy gazoportu w Świnoujściu tylko przy wejściu do portu wydobyto z dna 1810 pocisków, torpedy i broń chemiczną.
Niestety, prawda jest zatrważająca. Bałtyk, później Kołobrzeg, jako uzdrowisko mogą być martwe…
Jedno było pocieszające w ciągu tych 70 lat. Nasze morze jest zasolone i chłodne, dlatego proces ten postępował w miarę wolno. Marne to pocieszenie i tu ostrzega się!
Nie wolno dotykać fosforu czy iperytu, wydobytego w sieciach czy leżących na plaży w postaci ładnych, kolorowych, skrystalizowanych substancji. Ludziom się wydaje, że mogą zabrać to jako pamiątkę do domu. Nie wiedzą, że to śmiertelnie niebezpieczna trucizna!